Historia bloga Kęsy Codzienności

Blog pod nazwą Kęsy Codzienności powstał w lipcu 2016 roku, ale historia bloga sięga kilka lat wstecz, gdy o blogowaniu nie miałam jeszcze zielonego pojęcia. Nie wiem, dlaczego założyłam bloga. Nie pamiętam. Jednak bardzo się cieszę, że się tym zajęłam, bo w pewnym momencie stało się to moją pasją. Oto (niezbyt) krótka historia, jak doszłam do tej ostatecznej wersji bloga, którego czytasz.

 

Historia bloga zaczęła się w 2013 roku

 

Pierwszy blog założyłam prawdopodobnie w styczniu 2013 roku i nosił nazwę Anioszek. Pierwszy wpis jest z 23 stycznia: szybki tort bez pieczenia. Jeśli był jakiś przed nim, to dziś nie pamiętam, bo dawno już skasowałam, gdy robiłam porządki w zeszłym roku. Jednak myślę, że od tego przepisu zaczęłam. I chciałam tworzyć bloga kulinarnego z dawką różnych informacji. W konsekwencji nic ciekawego z tego nie wyszło. Szczególnie, że nie wiedziałam, jak pisać, jak promować, jak blogowanie działa, nie włożyłam w to serca. Zresztą 4 lata temu świat blogosfery był trochę inny niż dzisiaj, dopiero rozkwitał. A ja weszłam wtedy do czegoś, czego nie znałam. Dlatego pisałam nieregularnie, na różne tematy. Dodawałam też przepisy i większość z nich do dziś została na blogu. Posty nie wpisujące się w obecną tematykę już usunęłam. Śmiać mi się chce, jak widziałam liczbę ich wyświetleń wg bloggera…

 

Przerwy i powroty do blogowania

 

Kto zna mnie i mój blog od jakiegoś roku lub dłużej, ten wie, że mam czasem zastoje. Na początku było ich więcej, trwały po kilka miesięcy. Dopiero w październiku 2015 roku porządnie zabrałam się za blogowanie. Blog Anioszek zmieniłam na Anioszek w kuchni i chyba do dziś można go po tej nazwie znaleźć w sieci. Pisałam coraz bardziej regularnie, na blogu zrobiło się mocno kulinarnie, rosło zainteresowanie. Nic dziwnego, zaczęłam promować blog i wpisy na grupach na Facebooku i w Google+. Pięłam się powoli w górę, zadowolona z kolejnych efektów. Uczyłam się przy tym, i do dziś się uczę, wszystkiego o blogowaniu, o robieniu dobrych zdjęć, o promocji bloga. Poprawiłam się po różnymi względami, ale do lepszych zdjęć brakuje mi porządnego aparatu, a niestety w najbliższym czasie nie będę mogła sobie na niego pozwolić. Nowy telefon nie do końca spełnia moje oczekiwania, ale cóż, tak to jest, jak trzeba wybierać między ceną a jakością aparatu. Czasem jednak udaje mi się zrobić zdjęcie, którym ochoczo się dzielę.

 

Dwa blogi

 

Motorem do zmian i wzięcia się za blog Anioszek, był nagły pomysł założenia bloga parentingowego. Być może niektórzy z Was pamiętają jeszcze blog Kolorowa Kraina. Założyłam go w listopadzie 2015 roku, a zamknęłam w sierpniu 2016. Przez ponad pół roku pracowałam więc nad dwoma blogami. W pewnym momencie doszłam już do pisania 6-7 wpisów tygodniowo, do tego ogarniałam ich promocję w różnych grupach w social media. Sama nie wiem, jak ja wtedy umiałam to wszystko ogarnąć. Nieraz siedziałam po nocach, do 2-3, aby dokończyć wpis. W ciągu dnia, gdy Zuzia spała, a wtedy spała po 2-3 godziny, również włączałam komputer, a potem szłam gotować obiad, zależnie od tego, co miałam ugotować. Czasem na komputer już nie miałam czasu. Byłam dość dobrze zorganizowana. Jednak byłam coraz bardziej zmęczona. Pewnego dnia wpadł mi do głowy pomysł, by Anioszek w kuchniKolorowa Kraina stały się jednym blogiem. Najśmieszniejsze jest to, że dzień wcześniej absolutnie nie wchodziło to w grę, gdy myślałam, co zmienić, by było mi łatwiej. 🙂 Gdy pytałam w grupach o zdanie na temat łączenia blogów, zdania były podzielone. Ja jednak nie żałuję. Ciężko byłoby mi ogarnąć dziś dwa blogi, szczególnie w sytuacji, gdy tematy kulinarne do wpisów pociągają mnie o wiele bardziej. Jednak jestem mamą i parenting to nieodzowna część mojego życia, a więc i bloga. Tak właśnie powstały Kęsy Codzienności.

 

 

Trudne początki na nowej drodze

 

Nie żałuję zmian, jakie dokonałam, ale wiem, że nie wszystko poszło jak miało. W lipcu ogarniałam przenoszenie Kolorowej Krainy do Anioszek w kuchni. Przez miesiąc prawie nic nowego nie publikowałam, bo najtrudniejszym zadaniem w tej całej operacji było dostosowanie nowego szablonu na bloggerze. Masakara. Do tego okazało się, że jestem w ciąży, a samopoczucie niestety mi nie dopisywało. Nie jestem informatykiem i sama sobie się dziwię, ile umiałam ogarnąć. Straciłam mnóstwo czasu, rozbiłam swój rytm pracy nad wpisami i ich promocją. A potem szablon okazał się beznadziejny pod kątem funkcjonalnym. Przekonałam się o tym dopiero w ciągu kolejnych miesięcy. Dziś żałuję, że wtedy nie posłuchałam rad Kamila Lipińskiego. Gdybym wtedy zmieniła platformę blogową, może blog miałby się dziś dużo lepiej. Dlatego jeszcze w końcówce drugiej ciąży w końcu postanowiłam wyjść poza to, co znane i sięgnąć po wordpressa.

 

Powrót na stare śmieci – z bloggera do wordpressa

 

Raczej nikt już nie pamięta, że na nim zaczynałam z blogiem Anioszek. Sama ledwo to pamiętam. Miałam nawet własną domenę i hosting, ale po przyjściu faktury proforma za przedłużenie usług zrezygnowałam i przeniosłam się na bloggera… Wtedy jeszcze nie czułam blogowania i nie mogłam w to zainwestować. Dziś wiem, że bez tego się nie obejdzie, ale szkoda też wydawać kilkaset złotych, skoro można znaleźć tańszą alternatywę. Obecnie korzystam z hostingu w atthost (link afiliacyjny tutaj), miałam też przenieść tu domenę ale wciąż o tym zapominam. I jestem bardzo zadowolona z obsługi pomocy technicznej, a także z cen. Uciekam z domeną z domena.pl z dwóch powodów: pomoc techniczna pracuje tylko w określone godziny w dni robocze i bardzo krótko w sobotę, a cena za przedłużenie darmowej domeny to aż 123 zł. Do tego nie mogłam wcześniej się przenieść bez płacenia opłaty za przedłużenie… Za rok będę mieć o jakieś 40% taniej. Do tego za hosting mogę płacić np. miesięcznie, co jest bardzo fajną opcją.

 

Nowy system = lepszy blog

 

W wordpressie wszystko działa jak należy, nie brakuje wpisów na kolejnych stronach, wyniki wyszukiwania są adekwatne do hasła (no może nie zawsze), do tego całość jest taka świeża i lekka. Mam nadzieję, że i Was urzekła. I chętniej będziecie wracać. Po zeszłorocznym zmianach, które zbiegły się w czasie z początkiem drugiej ciąży, uciekła mi regularność publikowania i promowania. Przez senność i ciągłe zmęczenie, zły nastrój i mniejszą kreatywność przestałam być zorganizowana. W gruzach legło to, co zbudowałam. Obecnie powoli podnoszę się, wciąż kulejąc – w końcu mam już dwie córki, bardzo wymagające. Mam jednak mocną motywację i wiarę, że niedługo dojdę do lepszej organizacji, aby połączyć wszystkie obowiązki. Nie umiem zrezygnować z blogowania, bo nie chcę. Niektórzy zarzucają mi, że nic nie zarabiam z blogowania, a teraz jeszcze muszę dopłacać, bo własna domena i hosting kosztuje, ale ja wiem, że nic samo nie przychodzi. Bez pracy niczego nie osiągnę. Kocham blogowanie i lubię te moje miejsce w internecie. Możecie być więc pewni, że blog długo nie zniknie z sieci.

 

Jakie kęsy codzienności znajdziesz na blogu?

 

Jeśli wytrwałaś do końca tej opowieści, to znaczy, że nie przynudzam. 🙂 Cieszę się, że zainteresował Cię mój blog. Powiem Ci teraz, co on dokładnie w sobie skrywa. Blog jest skierowany do młodych mam, które szukają domowych rodzinnych przepisów, porad rodzicielskich i chciałyby się dowiedzieć, jak to jest blogować. Czyli do Ciebie 🙂

Tak więc znajdziesz tu przede wszystkim słodkie kąski w postaci ciast i deserów, wytrawne kęsy pomysłów na obiad i na inne posiłki, ale również słodko-gorzkie opowieści, rady i wspomnienia matki oraz blogerki. Znalazło się też miejsce dla mojej twórczości literackiej, która póki co chowa się w szufladzie. Napisałam też kilka wpisów o zarabianiu przez internet, które jednak wciąż czekają na aktualizację i poprawki, aby z powrotem trafić na blog, bo chociaż dzisiaj z tym kuleję mocno, to już kilka stówek zarobiliśmy z mężem w ostatnich lat na wypełnianiu ankiet czy klikaniu w maile. Są też recenzje, na razie tylko książek, ale na pewno będą jeszcze inne. Biorę też udział w różnych testowaniach produktów, także jako ambasadorka danego produktu, więc znajdziesz już kilka wpisów na ten temat.

 

Urodziny bloga Kęsy Codzienności

 

Na koniec podsumowanie. Chociaż blog istnieje dość długo, ale miał dość skomplikowaną historię i obecnie nie jest już tym samym blogiem, co przed rokiem, postanowiłam ustalić datę jego urodzin. Jest nią 16 lipca 2016 roku. Wtedy narodził się blog Kęsy Codzienności, jaki znasz.

 

 

zdjecia: Canva

 

♦♦♦

 

A jakie jest Twoje wspomnienie z moim blogiem dawniej i dziś?

Spisałaś historię swojego bloga? Napisz o niej w komentarzu, a moją podaj dalej. 🙂

 

 

Jestem Ania, nieidealna matka, kucharka samouk oraz roztargniona blogerka. Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami kulinarnymi i rodzicielskimi. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Bloguję, by pokazać innym, na czym to polega. Bloguję, bo to moja pasja. Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo. Bez Ciebie, Czytelniku, mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś. Miłego dnia!
Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!
  • Paula Żyrafa

    Cały czas mam obawy przed przeniesieniem na wp, mam tyle roboty, że nie mogę sobie pozwolić na przestój. Moze po Nowym Roku 🙂

    • Też obawiałam się przeniesienia. W sumie wciąż nie poprawiłam wielu starych wpisów, bo nie starcza mi na to czasu. Nie wyrabiam przy nieprzespanych nocach pracować na bieżąco, więc dopracowanie starych odkładam tak i odkładam… 🙂

  • Niesamowita historia :-D. Ja też kiedyś prowadziłam dwa blogi na raz, ale zdecydowanie nie szło mi to dobrze. A potem przeszłam na wp 😉

    • Na dłuższą metę dwa blogi stają się zbyt obciążające. A na wp połączyłaś je czy zrezygnowałaś z któregoś?

  • Patrycja Czubak

    Długa droga za Tobą. Fajnie, że w końcu wiesz, jak Twój blog ma wyglądać i doszłaś do tego sama. Gratuluje 🙂 Życzę kolejnych sukcesów 🙂

  • Kamila Posobkiewicz

    Historia bloga to też nasza historia. Gratuluję i życzę powodzenia!

  • Wszystkiego najlepszego zatem! Ja tez przesiadłam się z innego systemu na WP i jest o niebo lepiej!

    • Dokładnie tak! Tylko potrzeba czasu, by inny system zrozumieć, bo przyzwyczajenie to coś, z czym ciężko się walczy 😉