Macierzyństwo to czas tak zmiennych nastrojów i chwil, że każda początkująca matka może się w nich zagubić. Ja też się gubię – nawet jeszcze teraz, po blisko 4 latach stażu jako mama. Miało być miło, sama radość. Jeśli nie od razu, to po pierwszych tygodniach oswajania z nową rolą. A tu lipa. Nie jest lepiej. Jest gorzej! A co gdy, do ekipy dołącza drugie dziecko? Oj, to dopiero jest jazda bez trzymanki. Bez względu na różnicę wieku rodzeństwa. I z każdym dniem mam coraz mocniejsze wrażenie, że jestem beznadziejną matką… Czy Ty też?

 

Bo karmiłam i w nocy i usypiałam przy cycku nawet po skończonym roczku

Jeszcze do niedawna miałam sobie za złe, że tak długo nie tyle karmię Emilkę, co wciąż usypiam ją przy piersi. Dlaczego? Przecież dziecka nie wolno uczyć usypiania przy piersi! Gadaj zdrów… Obie tak zasypiały, przy czym Zuzia przestała po 9 czy 10 miesiącu, zresztą w ogóle mniej ją karmiłam na tym etapie jej życia.

Emilka ubóstwia maminą pierś, ale jednak udało nam się zredukować karmienia do wyłącznie nocnych. Czy mam żal do siebie, że dopiero teraz? Hm, już nie. Byłam wygodna. Tak, przyznaję. Ale mojemu dziecku było tak dobrze. Bezpiecznie. I miałam pewność, że się najadła. Ale odkąd ją odstawiam, zaczęła więcej zjadać innych posiłków. Tylko dalej niełatwo nam ogarnąć tę nocną rzeczywistość. A usypianie dziewczyn, gdy mąż ma popołudniową zmianę? Boże, ratuj… Gdy Emilka zasypiała przy cycku, było prosto i szybko. Jednak twardo powiedziałam koniec.

 

Jestem beznadziejną mamą, bo jestem ciągle zmęczona, poirytowana i łatwo się wkurzam

To mój największy problem, że jestem chodzącą bombą. Szczególnie, gdy dzień zaczyna się jęczeniem którejś córki. O głupoty. A im bardziej jestem zmęczona, tym łatwiej wyprowadzić mnie z równowagi. Też tak masz?

Mam wyrzuty sumienia, że jestem zbyt nerwowa. Wspominałam Ci o moich błędach dwa tygodnie temu we wpisie „To nie Twoja wina”. Wiele już poprawiłam. Klapsów już nigdy nie zastosuję, choć nieraz jeszcze postraszyłam nimi. Ale nie wszystko da się załatwić ot tak.

Jesteś mamą, która przynajmniej raz dziennie ryknie na dziecko, żeby w końcu zrozumiało, że coś do niego mówisz? Ja też tak mam.

 

Bo moje dzieci nie mają regularnych posiłków i nie zawsze jedzą zdrowo

Mimo że mój blog to przede wszystkim przepisy, to na co dzień często mam niemoc twórczą. Naprawdę. Dlatego dla dzieci kupowałam słoiczki z daniami dla niemowląt czy musy owocowe. Bo są szybkie i sprawdzone. Przy dwójce niejadków nie mam ochoty na eksperymentowanie. Ile razy coś teoretycznie pysznego, zdrowego i fajnego zrobiłam, a dzieci „bleee”? Znasz to uczucie, które siedzi Ci wtedy w sercu? Ja mam ochotę rzucić tymi miseczkami i uciec.

 

Bo pozwalam oglądać telewizję i bajki

Telewizja to zło! Ale dzieci ją uwielbiają. Przyznać się z ręką na sercu, kto nie włączył małemu dziecku choć jeden raz w życiu jakiejś bajki choćby po to, by spokojnie posiedzieć lub coś zrobić? No właśnie. Był czas, gdy przegięliśmy w drugą stronę, dlatego teraz dziennie Zuzia może obejrzeć max 1 godzinę bajek, zwykle pół godziny. Emilka? W porównaniu do Zuzi, na krótko ją to wciąga i to dopiero od niedawna. Jednak gdy włączam piosenki, które uwielbia, jaki jest pisk i podskoki z radości… 😉 Odmówisz dziecku?

 

Jestem złą mamą, bo czasem nie chce mi się bawić z dziećmi

Kurczę, tak, łapię się na tym, że nie chce mi się z nimi bawić! A wszystko przez ciągły brak spokojnego czasu plus fochy i wymuszanie Zuzi – Emilkę łatwiej mi zadowolić. Blogowanie pochłania mnóstwo mojego czasu, głównie nocą, ale w dzień, jak choćby moje działania w social mediach czy doszkalanie się.

No i trzeba ogarnąć tę małą chałupę. 44 m2, które non stop są zaśmiecone, zabawki porozrzucane, kurzy że hej (ale niech se jeszcze poleżą), prania jak po wycieczce. A naczyń przy naszej czwórce zbiera się co dzień tyle, że mam ochotę wyrzucić je przez okno i kupić papierowe talerzyki i kubki. Zmywarki nie posiadam! Tak, niestety jej nie mam. Jeszcze. Jest plan, by ją w końcu kupić. Trzymaj kciuki, by wypalił. Inaczej te talerze naprawdę pewnego dnia polecą przez okno. A mieszkam na 10. piętrze…

 

Bo mam ochotę uciec z domu, gdy nie umiem sobie poradzić z dziećmi

Mam takie chwile i czasem głośno o tym mówię, że już wariuję i chciałabym wyjść i trzasnąć drzwiami. I długo nie wracać. Szczególnie w takie dni, kiedy awantura goni awanturę. Bo Zuzia chciała pierwsza się ubrać, bo chciała dać nam miodu do herbaty, bo ona chciała rano już bajkę, bo nie chce umyć zębów, bo nie chce bluzy, tylko kurtkę, bo nie chce wysmarkać nosa… Milion powodów. Do tego jęczek Emilka – do mamy, bo się nie wyspała i tata się nie liczy. Idzie sobie po całym domu, że w ciągu dnia to kilometry całe nabija, ale jak ma zły humor, to jedno pacnięcie na pupę i już ryk wniebogłosy i do mamy… Znasz to?

Nie wspomnę o tym, że siku czy większe potrzeby załatwiać w samotności za zamkniętymi drzwiami tylko, gdy taty nie ma w domu. Jak jesteśmy same, dzieciaki szybko mnie odnajdują. Emilka wali w drzwi ile sił wtedy lub jęczy.

 

Jestem beznadziejną matką, bo nie jestem idealną mamą

Idealne mamy są wciąż uśmiechnięte, biegają z dziećmi z energią po placu zabaw, siedzą tam z nimi po kilka godzin, mimo że wróciły dopiero co z pracy… Idealne mamy nie krzyczą i nie dają żadnych klapsów. Idealne mamy gotują zdrowo, nie kupują gotowców i tylko z produktów bio i eko. Tylko że z nimi jest tak, jak z Wyspami Bergamutami… Idealne mamy… nie istnieją.

 

Dlaczego nie jestem mamą taką, jak inne?

Ile razy powtarzałaś sobie to pytanie? A zastanawiałaś się, jakie naprawdę są inne mamy? Pewnie Cię zaskoczę – są takie jak Ty i ja!

Pod maską idealnej mamy, jak Ty je postrzegasz, przeżywają to samo, co każda mama! Bywają zmęczone, niewyspane, ugotują niezdrowo, puszczą dziecku bajki zamiast się z nim bawić, byle odpocząć lub zrobić coś innego, np. ugotować obiad. Idą na plac zabaw, bo tylko tam dzieci bawią się fajnie, bo w domu jest jęczenie. Ba, znajdują czas na tyle rzeczy, że głowa mała, ale w gruncie rzeczy często zapominają o jednym – o sobie.

 

Dlaczego więc tyle mam jest uśmiechniętych i zadowolonych z życia?

Bo doceniają to, co mają. Mimo wszystkich problemów trzymają się jednej ważnej kwestii – macierzyństwo to najpiękniejsza rola pod słońcem. Trudna i bolesna, ale wdzięczna. Ja sama wiele razy dziennie powtarzam moim córeczkom, że mocno je kocham. Czasem uda mi się powiedzieć więcej wartościowych słów, polecanych przez mamę psycholog. Nawet jeśli za chwilę się znów pokłócimy, to jak najczęściej przypominam im, że kocham za nic, za to, że są i już. Bo kocham je nad wszystko. Naprawdę i mimo tego, jak ciężko się z nimi żyje. Czasem po rpstu chciałabym je wystrzelić w kosmos. Albo siebie.

Ale bez dzieci byłoby za prosto i zbyt nudno!

Gdybym nie została mamą, z całą pewnością nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. Nie zajęłabym się blogowaniem z taką mocą. Mimo że czasu jak na lekarstwo i narzekam, że jestem niezorganizowana, to przecież blog żyje i ma się coraz lepiej, dzieciaki są zdrowe, szczęśliwe i kochamy się wzajemnie – ale nie jest idealnie i jakbym się nie starała, nie będzie.

 

Czy żałuję, że zostałam mamą?

Nie. To najwspanialszy dar, który dostałam od życia.

 

Czy Ty jesteś beznadziejną matką? Nie, jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci.

Dlatego odpuść sobie. Pozwól sobie być nieidealną matką czy nawet żoną. Postaraj się zmieniać na lepsze to, co widzisz, że Waszej rodzinie nie służy, ale nie próbuj na siłę być lepszą wersją siebie, byle nią być, bo inni tego oczekują. I pamiętaj o sobie. Szczególnie dziś, w Dniu Matki.

 

Mnóstwa ciepła, miłości i radości z małych chwil – tego Ci życzę mamo taka jak ja 🙂

 

Uważasz ten artykuł za wartościowy? Podziel się nim z innymi! Dziękuję!