No kurczaczki blade! Czyli dzień z życia matki blogerki

Noc z środy na czwartek zaczęła się normalnie. Gdy dziewczyny już spały, a pranie powiesiłam i wzięłam prysznic, to mogłam usiąść do komputera. Szykuję się do konkursu komunijno-chrzcielnego na fejsie (już za kilka dni!), więc próbowałam ogarnąć regulamin. To wcale nie takie łatwe… Szukałam wzorów, informacji. Wciąż ich nie uporządkowałam do końca. Mąż oglądał Everest, film oparty na faktach (o czym nie wiedziałam wcześniej). Byłam więc rozproszona, a do tego kolejne pobudki Emilki. Nie liczę ich już. Raz co godzinę, innym razem co dwie lub co pół… Tym razem zaczęło się całkiem całkiem, ale po 23 żyć już nie dała… I tak, zamiast dzień matki blogerki kończyć się, trwał dalej.

 

Nieprzespana noc

Żadna nowość. Ale ta była naprawdę ciężka. Emilka od soboty znów ma katar, przez to gorzej śpi. Ale dobrze to znasz… Tym razem od ok 23 nie chciała już spokojnie spać i co rusz budziła się znowu. Około północy wyłączyłam komputer, ale… Wysłałam na koniec ostatniego maila do organizatora konkursu pisanego z Emilką na piersi, a raczej chciałam. Onet wszedł w prace serwisowe, o czym dowiedziałam się już po kliknięciu wyślij – myślałam, że mnie coś trafi, bo nawet nie mogłam sprawdzić, czy się zapisał szkic. Z Emilką na sobie wzięłam telefon i poratowałam się gmailem, na szczęście zapamiętałam adres mailowy. Tak więc około wpół do pierwszej położyłyśmy się spać. Najpierw Emilka na mojej poduszce. Tam położona spała spokojnie, w łóżeczku już tak nie jest o tej porze. Przynajmniej mogłam zrobić siku. A bywa, że nie zdążę zębów umyć przed spaniem, co dopiero wysikać się, bo gdy chcę to zrobić, padnięta, dziecko domaga się natychmiastowego utulania przy cycku. A mama zwyczajnie nie ma już na nic sił i też zasypia.

Poszłam spać. Nie wiem, ile spałam. Godzinę? Może. I się zaczęło. Rzucanie i płacz. Przez sen. Tulenie ble, cycek ble. Zasnęła na jakiś czas. A potem znowu. A potem, ok 5 zaczęła siadać, obudziła mnie i ona już wstaje. Do firanki nad naszą głową sięga. Mówię, by szła spać, kładę, to ryk. Proszę, uspokajam, próbuję przytulić, ale jest tylko gorzej. Na szczęście po jakimś czasie pociera oczy, pozwala się nakarmić i utulić. Zasnęła. Ale jest już ok 6, budzik męża dzwoni… Do jasnej ciasnej… A o 6:17 budzi się Zuzia, domagając się jogurtu (od paru dni ma fazę na jogurt na dzień dobry).

 

Idziemy do przedszkola

No to fajnie. Mąż wychodzi szybko, bo na 7 ma do pracy. Dziś moja kolej zaprowadzić Zuzię do przedszkola, w piątek też. Ech… Ale totalnie niewyspana i wkurzona za zachowanie Emilki mama ma kiepskie nastawienie do dnia. Do tego Zuzia chce iść z tatą i ubrać się na księżniczkę. Znasz to? Jakoś się dogadałyśmy, wyszykowałyśmy. Chciałam Emilkę ubrać na śpiącego. Próbowałaś tak z 10-miesięcznym dzieckiem? Cóż, ledwo ją dotknęłam, a już wstała… Na szczęście ubrałyśmy się szybko i chyba po raz pierwszy wyszłam z dziewczynami tak szybko. Już o 7:50 wsiadałyśmy w autobus. Zwykle jest to po 8:20 🙂 Koszt taki, że kiszki marsza grają.

Zuzia już lubi chodzić do przedszkola, więc przynajmniej ten jeden problem odpada. Tym razem płakała nieco. Nie było jeszcze jej ukochanej wychowawczyni, pani Agnieszki. Czy Twoje dzieci też tak związały się z przedszkolanką?

 

Powrót do domu – energizujący spacer

Ok, Zuzia w przedszkolu, możemy wracać. Pierwsze co, szukam piekarni i raczę się maślanym rogalem, unikając pokusy kupienia pączka lub drożdżówki. Chciałam dać i Emilce, ale patrzy na mnie jak na wariata. Potem celem jest Biedronka, by dokupić coś do obiadu i dać coś zjeść dziecku (lubimy musy w tubkach, a Twoje dziecko?). Emilka coraz bardziej nie w sosie. Próbuje wyskoczyć z wózka, a jeszcze nie kupujemy jej butów i nie chodzi na dworze. Mi poranny spacer świetnie robi, ale energia powoli się wyczerpuje, gdy nie zjem śniadania przed wyjściem z domu. Jestem z tych, co najchętniej nie ruszaliby się z domu bez śniadania i herbaty, co jest dobre, ale niestety czasem się nie da.

Tuż pod domem, Emilka zasnęła, raptem na 25 minut, jak się okazało. Zdążyłam zadzwonić do męża, dotrzeć do domu  i przynajmniej przebrać się, wysikać, ogarnąć jedno łóżko (przecież przed wyjściem to nie priorytet), no i zacząć robić upragnione śniadanie. I tyle. Emilka po wstaniu była w beznadziejnym nastroju. Ledwo rozebraną i nakarmioną posadziłam na podłodze, cały uśmiech, który miała u mamy na rękach, prysł. I się zaczęło. Płacz i histeria. Znasz to?

Ale po półgodzinnej awanturze usiadłyśmy razem, przeprosiłam za swoje nerwy i pobawiłyśmy się. Jest coraz większą zaczepnisią… I w końcu dociera do niej, o co mi chodzi, gdy mówię nie wolno lub nie rób tak. A przynajmniej mam taką nadzieję…

dzień matki blogerki sprzątanie

Drzemka każdemu się należy

Dziecko robi się coraz bardziej śpiące. Nic dziwnego, po takiej nocy. Ja też mam wrażenie, ze zasnę na stojąco. Miałam zapasowy obiadek w słoiczku, bo nasz dopiero będę robić, więc Emilka zjadła cały. Nie obyło się bez małej kłótni – bo ona chciała sama. Ale po tym, jak dwa dni wcześniej wszystko zrzuciła (i rozbiła miseczkę – niestety z uwagi na niepochlebne opinie o melaminie, z której są talerzyki dziecięce ), zanim cokolwiek zjadła, nie miałam ochoty na powtórkę.

Krótko przed 13 położyłyśmy się razem, mała do cycka. Póki co, to nasz sposób na usypianie (plus wózek poza domem i czasem na rękach). Dla mnie to chwila upragnionego spokoju (tym razem i drzemka), dla Emilki bliskość i najlepsze pod słońcem mleko. Najadła się jednak i już próbuje wstawać! No kurczaczki blade!

Ale się dała ululać i zasnęła na pół godziny, ja razem z nią, choć moja drzemka to było czuwanie. Potem kolejne pół godziny po chwili buntu i płaczu, jeszcze bliżej mamy, a potem to na mamie… Na szczęście udało mi się ją odłożyć na bok i przespała jeszcze prawie godzinę! Szczęściara ze mnie. Naprawdę. W poniedziałek spała dwa razy po mniej niż pół godziny. W czwartek mogłam zrobić spokojnie obiad. Jak wstała, miała całkiem fajny humor. Niestety, po naszym obiedzie było już tylko gorzej, bo nie chciała zjeść tego, co mogła. I głodne dziecko zaczęło wymyślać. Wiadomo, że w takiej sytuacji chciała dobrać się do którejś z piersi, ale mama stanowczo odmówiła. I tutaj niejedna mama może być oburzona, no bo jak to. Przecież karmienie na żądanie. A no tak to. W tym wieku dziecku potrzeba dużo więcej niż to, co w mleku. Na samym mleku daleko nie pojedzie. Dlatego jak tylko mogę próbuję aż do skutku, by uczyć ją smaków i poznawać inne jedzenie niż mleko.

 

Tylko spokój może Cię uratować, matko

Ile razy coś takiego już słyszałaś? Pomogło? Nie sądzę.

Popołudnie minęło po znakiem nerwów. Zuzia ma problemy z zaparciami, choć ja bym raczej nazwała to problemem ze świadomością, że trzeba robić kupkę często. Wlecze się za nami od kilkunastu miesięcy… I tak jest już całkiem dobrze. Tak więc dziś znów brzuch bolał, a dobrze wiesz, co to oznacza dla rodziny. Emilka swoje dokazywała, bo do mamy i już. Co tam, że tata siedział tuż obok. Za mamą z wielkim rykiem, gdziekolwiek poszłam. A ja tylko chciałam zrobić placuszki owsiane, żeby dziewczyny zjadły coś pożywnego. Udało się, choć smażyłam już z Emilką na rękach, ba z nią dosypywałam mąki i mieszałam w misce. Dziwię się, że moja lewa ręka nie odpadła jeszcze (przecież to dziecię już ponad 9 kilo waży) i że kręgosłup mi się nie odkształcił… Szkoda tylko, że Emilce placki nie posmakowały… Tej to dogodzić ciężko. Mąż w tej całej aferze (jeszcze po drodze Zuzia domagała się płatków owsianych, na nic tłumaczenie, że zaraz z nich będą placki) czmychnął na zakupy. Musiałam sama rozładować atmosferę. Ale wrócił z jogurtami i musami. Uczta dla maluchów 🙂

 

Cieszy mnie, gdy zbliża się wieczór. Bo nadchodzi spokój. Dzieci pójdą spać, może będą spać lepiej? Nie wspominałam Ci jeszcze, jak to w nocy wygląda. Bo nie tylko Emilka śpi z rodzicami. Zuzia od kilku miesięcy też źle śpi i każdej nocy co rusz woła tatę, czasem już godzinę po zaśnięciu. I w efekcie większość nocy mąż śpi z nią. Chwała niebiosom, że gdy byłam w ciąży zmieniłam jego zdanie i kupiliśmy dwuosobową sofę. Przynajmniej oboje się mieszczą. Jeszcze na przełomie starego i nowego roku mąż się śmiał, że zdziwi się, gdy obudzi się rankiem we własnym łóżku. Cóż, powód do zdziwienia się pojawia coraz częściej. W ostatnie trzy noce spał u siebie, ze mną i z Emilką, której obecność taty, którego dotąd przecież nie było i zajmowała jego miejsce, nie szczególnie się spodobała i kopie go ile sił nocą.

dzień matki blogerki kłótnia

Wieczorna kłótnia – macierzyństwo jest cholernie trudne, wiesz?

Tym razem po kąpieli zaczęły się niezłe schody. Z Zuzią.

Wiesz, jak bardzo może być uparte trzyletnie dziecko? Jeśli jeszcze nie, to uświadamiam Ci, że będzie kłócić się o to, co chce, nawet godzinę, choć mogą być kilkuminutowe przerwy. Piszcząc, wrzeszcząc, kompletnie nie przyjmując logicznych argumentów i unikając kontaktu wzrokowego. Albo tylko na parę chwil, potem wraca do swojej racji. Co robisz w takiej sytuacji?

Niestety ani ja, ani mąż nie jesteśmy cierpliwi jak anioły, a mnie to już w ogóle krew zalewa, gdy mówię po raz setny w ciągu kwadransa, dlaczego czegoś nie można zrobić i jak należy to zrobić inaczej oraz że należy przepraszać, gdy się kogoś urazi lub zrobi krzywdę. Niestety nie jestem dumna ze swojego zachowania tamtego dnia i wieczoru. Chodź sądzę, że niejedna z nas, mam, ma za sobą takie trudne chwile, gdy posunęła się za daleko, gdy nie zachowała spokoju i dała się emocjom. Macierzyństwo jest cholernie trudne, wiesz?

Najgorsze, gdy następnego dnia, całe kazanie wyłożone dziecku wieczorem kilkanaście razy po skończonej kłótni, poszło w błoto. Podobna awantura w drodze z przedszkola.

Podziwiałam Emilkę. Zwykle nie umie spać, gdy jest choć trochę głośno. W czwartek wieczór zasnęła w trakcie i przespała większość kłótni z Zuzią, a trwało to jakieś 50 minut. Gdy już była cisza, Zuzia zasypiała, to ta koza się ocknęła. Obyło się bez karmienia. Ululałam ją na sobie z jej główką na ramieniu i do łóżeczka z powrotem. Włączyłam komputer. I zabrałam się za wpis, który właśnie czytasz. Mąż znów coś oglądał, więc pisanie szło mi jak krew z nosa. Mycie naczyń? Cała sterta wala się po kuchni, ale w nocy ani myślę je myć. W dzień nawet nie miałam na to czasu. Gdy Emilka spała, zrobiłam obiad i tyle. Czy też tak masz, że jak jeden dzień nie umyjesz naczyń, to kolejnego dnia nie wiesz, w co ręce włożyć? Czemu nie mam zmywarki? 🙁

 

Spać!

Padnięta po całym dniu poszłam spać wcześnie jak na mnie, bo ok 22:45. Zdążyliśmy się przytulić na minutę. Cudowną 1 minutę. O czymkolwiek więcej można tylko pomarzyć, bo… Emilcia sobie przypomniała o mamie i wskoczyła na trzeciego do łóżka. Całe szczęście w nocy obudziła się może z dwa razy. A Zuzia aż do 6 spała. Ani razu w nocy nie płakała. Mogliśmy się w końcu względnie wyspać. Ale wraz z budzikiem męża cały dzień zaczął się od nowa…

To tak w dużym skrócie, jak zwykle wygląda mój szarobury dzień jako matki i blogerki. Żadnych fajerwerków. Jedne dni lepsze, inne gorsze. Jak to w życiu. W czwartek nie miałam zbytnio czasu, by siedzieć prze telefonie i promować blog. Coś tam porobiłam na fb w czasie karmienia Emilki przed południem. To są dla mnie właśnie chwile na social media. Na komputerze zwykle nie włączam faceboka ani instagrama. Wolę poświęcić się temu, co powinnam. W tym przytoczonym dniu mało myślałam o blogu i całej reszcie spraw związanych z blogowaniem. Zmęczenie dało mi się we znaki. Są jednak dni, gdy w każdej wolnej chwili wracam do spraw blogowych i to aż za często.

 

O co chodzi z kurczaczkami?

Czemu kurczaczki blade? Jako nerwowa mama nieraz wypuszczę z siebie złe emocje w formie kurczę lub kuźwa. Staram się nie używać niczego gorszego. Co nie oznacza, że mi się nie zdarzy. Ale odkąd Zuzia zaczęła powtarzać niczym papużka nasze słowa, a już szczególnie te, na które zwracamy uwagę, że nie może tak mówić, kurczę zamieniłam na kurczaczki. Czasem powiem kurczaczki blade, a Zuzia w mig podłapie i co chwilę o tym przypomina.

Piątkowy wieczór to dopracowywanie sobotniego wpisu. Tym razem walcząc z sennością. Oczy kleją się jak posmarowane super glue. Ale nie chcę odłożyć wpisu na inny dzień. Dlaczego? Bo cenię regularność w moim blogowaniu i widzę jej efekty. Do tego wiem, że jak raz sobie pozwolę, to zrobię to z byle powodu znów. Z sennością można wygrać, choć nie zawsze 🙂

 

Zdjęcia:

wyróżniające: #fotodokwadratu (od Agnieszki z Foto Do Kwadratu)

Designed by Bearfotos / Freepik
Designed by Freepik

 

♥♥♥

A teraz kochana mam dla Ciebie wyzwanie, jeśli dotarłaś do końca. Jesteś zapewne mamą, jak ja. I duże prawdopodobieństwo, że także blogerką. Zapraszam Cię więc, byś podzieliła się tym, jak wygląda Twój dzień. Chętnie poczytam. Może znajdę rady, jak jeszcze lepiej się zorganizować i nie dać kryzysom?

Napisz o swoim dniu matki blogerki, gdzie chcesz: na swoim blogu, na fb, na instagramie, w komentarzu tutaj pod postem lub w komentarzu na którymś z postów w social mediach promujących tenże wpis. W mediach dodaj hashtag #dzienmatkiblogerki, abym mogła Cię znaleźć. To dobry sposób na spojrzenie na swoją codzienność z innego perspektywy.

Spokojnego weekendu!

Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!