Cała prawda o macierzyństwie

Jesteś młoda, planujesz założyć rodzinę. Jeszcze przed zajściem w ciążę kupujesz na potęgę i czytasz czasopisma i książki dla rodziców. Czytasz o kupkach, o kolkach, o nieprzespanych nocach matek. A obok widzisz piękne zdjęcie: roześmianego niemowlaka, radosną i pełną energii matkę w pełnym makijażu z super fryzurą. Ba, szczupłą, jakby nigdy nie była w ciąży. I myślisz, że tak będzie z Tobą. Bo to przecież musi być prawda o macierzyństwie, nie mogą kłamać ani udawać.

I myślisz, że macierzyństwo jest fajne i przyjemne, że te kupki to czcze gadanie, że te kolki to nie u Twojego dziecka, że oboje będziecie spali całe noce. Jak będziesz w ciąży, to każdy ustąpi Ci w kolejce lub miejsce siedzące w autobusie, pomoże na każdym kroku. Jak urodzisz, to będziesz najlepszą mamą, a bobas będzie się tylko uśmiechał i przytulał. A potem zachodzisz w ciążę i życie zaczyna weryfikować Twoje wyobrażenia.

 

Jak dziś pisze się o macierzyństwie?

 

W internecie i na okładkach gazet można znaleźć same uśmiechnięte słodkie bobasy bez skazy na skórze oraz radosne, zadbane, smukłe mamy. Wszyscy mówią, jak cudownie jest być mamą, ile radości doświadczają każdego dnia dzięki swoim potomkom. Kobiety chwalą się swoimi dziećmi, zalewają media setkami zdjęć swoich malców. Oczywiście wrzucają tylko te, na których brzdąc się śmieje lub bawi, lub pięknie śpi, lub przytula do mamy/taty/rodzeństwa. Albo gdy stroi ciekawe miny lub pozy. Płaczące dziecko? Z wysypką? Nie, tego nigdzie nie uświadczysz. Chyba że na stronach specjalistycznych o problemach z dziećmi i z ich zdrowiem. Zmęczona mama? Gdzie tam. Zawsze ma siłę, zawsze jest wyspana i ma czas dla dzieci, na dom, dla męża i jeszcze dla siebie. Wow. Skoro inne mogą, to ja też, myślisz, zanim urodzisz.

 

Ciąża to nie choroba

 

Jesteś w ciąży. Masz mdłości, rzygasz co rusz, nie masz sił wstawać z łóżka. Każą Ci chodzić do pracy, bo przecież ciąża to nie choroba. Nie masz zagrożonej ciąży, więc pracuj. Zakupy? Co tam, że nad kasą wisi szyld: Pierwszeństwo dla kobiet w ciąży i osób starszych. Pchają się tam wszyscy, bo przecież czasu nie mają. Nikt nie pomyśli o kobiecie z wielkim brzuchem, której nogi i kręgosłup odmawiają już posłuszeństwa. Już nie mówiąc o tym, że nikt nie zauważy tej, co ma jeszcze mały brzuch, bo to pewnie fałdki. Wielu myśli, że skoro na zakupy umiała przyjść, to niech sobie poczeka w kolejce. Nikt nie pomyśli, że przecież jak zakupów nie zrobi, to co będzie jeść? I do ludzi też ma prawo wyjść. Dobrze, że nikt nie rzucił jeszcze hasła: do domu zamawiaj, jak stać nie możesz. A może znaleźli się już tacy? W kolejce do kasy wszystko jest możliwe. A w autobusie? Nikt nie ustąpi miejsca. Zwykle. Co gorsza, możesz trafić na starszą panią pełną rad lub potępiającą dzisiejsze matki, co tylko czekała, by taką jedną dopaść w miejscu, w którym nie będzie miała jak uciec.

cała prawda o macierzyństwie

 

Po narodzinach pierwszego dziecka

 

Nagle dostajesz na brzuch rozkrzyczane, z trochę zniekształconą głową, sine, brudne od krwi i dziwnej mazi małe dziecko, z którym nie wiadomo, co zrobić. A Ty spodziewałaś się pięknego kremowo-różowego bobaska, który będzie od razu uśmiechał się do mamy. Ty zaś przeszłaś przez mękę, kilkunastogodzinny poród, leje się z Ciebie krew, ba, uciskają Ci brzuch, aby więcej jej poszło. Co tam, że boli bardziej niż samo parcie… A poród miał być do zniesienia, po urodzeniu miałaś zapomnieć, jak bolało. A Ty będziesz pamiętać całe życie… Dziecko ledwo otwiera oczka, jedyne, czego potrzebuje, to przytulenia do maminej piersi. Będziesz karmić piersią. Dawno to postanowiłaś. Położna pomaga Ci (lub nie) ułożyć dziecko przy piersi. A ono nieudolnie chwyta sutek, próbuje ssać. Miało być przyjemnie, a boli. Do jasnej ciasnej, czemu wszystko jest inne niż mówili?

Pierwsze dni z dzieckiem to szkoła przetrwania

 

Co tam, że naczytałaś się multum poradników. W szpitalu i zaraz po powrocie do domu ledwo chodzisz, krocze Cię boli, jesteś zmęczona, ale zająć się dzieckiem trzeba osobiście i to zawsze, gdy zawoła. A Twoje dziecko wciąż płacze, najchętniej nie odrywałoby buzi od cycka. Ty nie wiesz, czy może lepiej podać butelkę? Położne w szpitalu zachęcają, bo tak przecież łatwiej. Dokarmimy, pani odpocznie, wyśpi się. A jak po piersi znów będzie głodne, może pani przyjść po nowe mleko. Łatwiej dać butelkę niż stanąć nad kobietą i pokazać, porozmawiać, wyjaśnić, wesprzeć. Nie można im jednak mieć tego za złe. Jest ich mało, a pacjentek tak wiele…

 

Kobieto, nie jedz tego!

 

Jednak karmisz piersią? Super, ale pamiętaj, ze generalnie masz być na diecie, żeby kolki uniknąć, żeby wysypek nie było, żeby śluzu w kupce nie znaleźć itd, itp. W rozpisie ze szpitala dostajesz ciekawą informację. Na pierwszej stronie napisali, że kobieta karmiąca nie musi być na diecie. Czytasz odwrót: Lista produktów dozwolonych, zabronionych i dozwolonych sporadycznie. To co w końcu z tą dietą? Jak tu nie zwariować?

 

Co się ze mną dzieje?

 

Do tego te wypadające matce włosy, paskudny brzuch, cellulit, dodatkowe kilogramy nie tylko tam, ale i wszędzie, gdzie się da. Brzuch jest pusty, a wciąż duży. I pełen szpecących rozstępów, zresztą masz je i na nogach lub innych dziwnych miejscach, np. na kolanach lub piersiach. Nie tak miało być. Cycki rosną z dnia na dzień, pewnego dnia są jak balony, a Ty się zastanawiasz, kiedy pękną. Do tego dalej cieknie z Ciebie jakaś krew, zaglądają Ci do tyłka, czy wszystko się goi, każą wietrzyć rany po pęknięciu krocza – ale jak ja mam wystawiać swój tyłek? Przecież nawet nie mam na to czasu.

 

Dziecko płacze, a nic mu nie dolega

 

Mija jakiś czas, przyzwyczaiłaś się, że macierzyństwo nie jest takie, jak o nim czytałaś. Kupki śledzisz na bieżąco, sprawdzasz, co oznacza każdy odcień. Jak zielona to masz ochotę biec co sił do pediatry lub położnej. Karmisz piersią, mimo że boli, że to tak długo trwa, że często musisz karmić cyckojada. Gdy mały płacze, biegniesz, tulisz, przebierasz, karmisz, odbijasz, a ono dalej płacze. Patrzysz, czy coś się nie wrzyna w pupę czy inną część tego małego ciałka. Nie. A ono i tak płacze. Dlaczego? Do jasnej dlaczego?! Co ja mam robić? Płaczesz razem z nim, krzyczysz lub cierpliwie czekasz. I tulisz, albo uczyć się śpiewać kołysanki. Aż w końcu mija. Malec zasypia. A Ty razem z nim.

 

Cała prawda o macierzyństwie

 

Jestem mamą. Jestem szczęśliwą mamą. Przeszłam dwa porody. Pierwszy i drugi był trudny. Ale przy drugim byłam bardziej świadoma tego, co mnie czeka. Podobnie pierwsze dni i tygodnie z dzieckiem były inne za pierwszym i za drugim razem. Nie wiedziałam, czym jest macierzyństwo, czym jest miłość do dziecka i jak się nim opiekować, aż do chwili narodzin pierwszej córki. Nawet nie miałam swoich wyobrażeń na ten temat, bo nie miałam zbyt wiele do czynienia z małymi dziećmi przed urodzeniem własnego. Od tamtego momentu zaczęłam się uczyć. Zdałam się na swoją kobiecą intuicję, słuchałam też rad innych mam, niejedną radę puszczając mimo uszu, czytałam co nieco. Jednak szłam swoją drogą. Byłam i cały czas jestem nieidealną mamą. Nie dążę do tego, by być idealna w macierzyństwie. Idealna matka nie istnieje. Lub inaczej: dla każdego z nas to określenie będzie uosabiać inna matka. Dziś wiem coś, czego nie wiedziałam przed porodem.

 

Macierzyństwo to czas piękny, ale usłany taką ilością kolców, że gdyby wszyscy o nich wiedzieli, mało kto pakowałby się na tę kolczastą ścieżkę. Ścieżkę, z której nie ma odwrotu.

 

Macierzyństwo nie polega na ciągłym uśmiechaniu się brzdąców i radosnej zabawie matki z dzieckiem. To nie film, w którym wszystko się udaje, jest proste, a na każdy problem jest rozwiązanie. To nie piękne zdjęcia z idealnym dzieckiem i jego idealną mamą.

Macierzyństwo to problemy, obowiązki, smutki. Mama MUSI, nawet jak nie chce, opiekować się dziećmi dniem i nocą. Nie ważne, czy się wyśpi, czy nie, ma rano wstać, zająć się dzieckiem, ogarnąć dom, zrobić zakupy, pranie, obiad. I uśmiechać się. A czy mama może płakać, narzekać lub złościć się? No raczej nie…

 

Czy mama może płakać i złościć się?

 

Ja mówię, że tak!

Płaczę przy swoich dzieciach, gdy mam już dość. Nakrzyczę, gdy trzeba. Choć w tej sferze jestem zbyt wybuchowa i przykładu dać nie mogę. Jednak wiem, że jeśli ja będę ukrywać się i udawać, że wszystko jest w porządku, to dziecko nie pozna całego życia. Będzie myśleć, że nie ma prawa do łez i chwil słabości. Będzie sądzić, że musi być idealne jak mama.

Ale to wcale nie oznacza, że nie kocham. Wręcz przeciwnie, kocham najmocniej jak się da, a i jeszcze mocniej. I to obie córki tak samo mocno, bo miłość się mnoży, a nie dzieli. Mam na głowie bardzo wiele: dziewczyny, dom, blog. To o wiele więcej, niż niektórym mogłoby się wydawać. Niektóre mamy mają jeszcze pracę zawodową. Podziwiam każdą mamę, bo każda odwala kawał dobrej roboty. Często niedocenianej. A gdy dzieci jest więcej, obowiązków też przybywa.

 

Prawdziwa codzienność matki

 

Ja z dwójką dzieci ledwo daję radę i mam dni, gdy nie wiem, jak się ogarnąć, by cokolwiek zrobić. Gotować obiad czy sprzątać? Bo drzemki dziecka niesamowicie krótkie i rzadkie, a pomiędzy nimi bardzo dużo jęczenia i płaczu, gdy mamy nie ma obok. Gdy dzieci mają gorszy dzień to dopiero jest jazda bez trzymanki.

Makijaż? Nie lubię się malować i nawet nie wiem, kiedy miałabym go zrobić, skoro czasem mycie zębów robię w biegu. Lubię siebie taką, jaka jestem. To, że mama nie ma makijażu, nie oznacza, że nie dba o siebie. Tak samo z figurą.

Nie mam problemów ze snem. Raczej z jego niedoborem. Nawet pisząc ten wpis na raty przez dwa wieczory (jak zwykle to robię), kilkukrotnie na siedząco zasypiałam. Nawet w ciągu dnia mi się zdarza, gdy karmię na siedząco (o innej pozycji nie ma już mowy). Bezsenność dawno mi minęła, gdy dziecię zaczęło budzić się co pół godziny lub max co 2 h co noc. Siedzenie przy komputerze wieczorami stało się wyzwaniem. Tak samo poranne wstawanie.

 

 

Popełniłam jako matka mnóstwo błędów. Bo jestem tylko człowiekiem. Jak Ty. Wiele z nich powielam, niestety. Patrząc na moje córki, myślę, że są szczęśliwe. Czasem mówię głośno, że nie daję rady, że mam dość, ale nie żałuję tego, że zostałam mamą. To najlepsze, co mi w życiu wyszło.

Dziś było dość dosadnie, może przesadnie. Wiele mam jest bardziej świadomych macierzyństwa, bo stara się do niego przygotować. Jest jednak wciąż wiele takich, którzy nie wiedzą, z czym to się je.

 

Jestem najlepszą matką dla moich dzieci. A Ty?

 

zdjęcia: Designed by jcomp / FreepikDesigned by bearfotos / Freepik

Jestem Ania, nieidealna matka, kucharka samouk oraz roztargniona blogerka.
Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami kulinarnymi i rodzicielskimi. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Bloguję, by pokazać innym, na czym to polega. Bloguję, bo to moja pasja.

Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo.
Bez Ciebie, Czytelniku, mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś.
Miłego dnia!

Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!
  • Po latach zapominamy te gorsze chwile i obraz wczesnego macierzyństwa idealizuje się we wspomnieniach. Myślę jednak, że dążenie do ideału za wszelka ceną nie ma sensu. Szczęśliwa zrelaksowana matka, to szczęśliwe zdrowe dziecko. 🙂

    • Masz rację, szkoda, że do zrelaksowanej matki mi daleko 😉 ale gdy udaje mi się od czasu do czasu spokojnie spędzić czas sam na sam ze starszą córką, wtedy czuję się zrelaksowana i szczęśliwa. Bo jednym z moich błędów jest to, że nie umiem spędzać odpowiednio dużo czasu z nią, mając drugie, bardziej wymagające uwagi póki co, dziecko.

  • Ja staram się być dla mojego dziecka najlepszą matką, jak tylko się da, ale różnie z tym bywa… Popełniam sporo błędów, ale jestem tylko człowiekiem i daleko mi do perfekcji 🙂

    • Super podejście. Błędy nadrabiajmy miłością i poprawiajmy się. 🙂

  • Dopóki ktoś nie został matką nie ma pojęcia co to znaczy…to jest ciągła sinusoida wzlotów i upadków, a najważniejsze jest to, że kochamy nasze dzieciaki ponad wszystko:)

  • Świetnie napisany tekst 😚😀 kwintesencja macierzyństwa.

  • A ja myślę, że te skrajności to nie wynik konkurencji : magazyny i Internet kontra rzeczywistość. Wszystko w dużej mierze zależy od naszej osobowości, nastawienia do siebie, dziecka, życia i problemów, jakie sie w nim pojawiają.

    • To także. Bardziej bym połączyła jedno z drugim plus wychowanie czy przygotowanie do roli rodzica… przez rodziców.