Siekane kotleciki drobiowe z serem + RECENZJA Wielkiej Księgi Kuchni Polskiej

Dwa tygodnie temu otrzymałam fantastyczną, naprawdę wielką księgę kulinarną, którą na dobrą sprawę, jeszcze nie przeczytałam całej. Przeglądałam często, ale fragmentami, bo z tak dużą książką nie da się zapoznać w całości naraz, szczególnie przy Zuzi, która już też próbowała ją przeglądać. A trochę mi szkoda takiego egzemplarza. Nie zawsze jej rączki są delikatne dla książek. 😉 Niemniej Wielka Księga Kuchni Polskiej jest jedną z niewielu książek kulinarnych w moim domu (w końcu rządzi dziś internet), ale na pewno nie ostatnią.

 

Dziś przedstawię Wam pierwszy przepis, który dzięki niej przygotowałam w zeszłym tygodniu, gdy kompletnie nie miałam pomysłu na obiad, czyli siekane kotleciki drobiowe z serem. Co prawda dwa podstawowe składniki były u mnie w nieco mniejszej ilości, ale to nic nie szkodziło. Jak masz więcej, wyjdzie Ci więcej na obiad. 😉 W oryginalnym przepisie jest tarty ser żółty, jednak w domu miałam go resztkę i tylko ser żółty w plastrach. Żadna przeszkoda! Chociaż struktura kotlecików przed pieczeniem nie była zbyt pewna i bałam się, że się rozpadną przy smażeniu, nic takiego się nie stało. Wyszły naprawdę pyszne. I powiem Wam jedno. Nie lubię, wręcz nienawidzę surowej cebuli w żadnych kotletach. W roladzie o dziwo mi nie przeszkadza. Tutaj dodaje się surową i gdy jadłam kotlety po raz pierwszy, bardzo mi jej smak przeszkadzał. Kotlecików wyszło mi jednak dużo (mimo że zrobiłam z nieco mniejszej ilości składników), więc połowa nieusmażonych została na kolejny dzień. Mimo owinięcia folią spożywczą, w całej lodówce śmierdziało cebulą, za to w kotletach była ona prawie niewyczuwalna. Tak więc na drugi dzień smakowały mi o wiele bardziej. Dla tych o podobnym guście polecam smażenie na drugi dzień lub dodanie do mięsa podsmażonej wcześniej cebulki.

 

Składniki na ok 25 kotlecików:

 

  • 450-460 g filetów z kurczaka
  • 160-170 g sera żółtego
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 mała cebula
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • ok 3/4 łyżeczki soli ziołowej
  • 0,5 łyżeczki pieprzu mielonego
  • bułka tarta do panierowania

 

Przygotowanie:

 

    1. Ser żółty w kostce zetrzyj na drobnych oczkach, a jeśli masz w plastrach, pokrój najdrobniej i najcieniej, jak potrafisz.
    2. Cebulę obierz i bardzo drobno posiekaj. Możesz zostawić ją surową lub zrumienić na niewielkiej ilości masła lub oleju.
    3. Mięso oczyść z tłuszczu i ewentualnych chrząstek, pokrój w bardzo małą kostkę.
    4. Wszystkie składniki (poza bułką tartą) wrzuć do miski, dopraw i wymieszaj łyżką. Najlepiej przemieszać ręcznie, jak przy wyrabianiu mięsa mielonego.
    5. Przygotuj dwie stołowe łyżki i odmierzaj nimi porcję masy. Obtocz każdy kotlecik w bułce tartej.
    6. Kotleciki smaż w dużej ilości tłuszczu. Ja nalałam jakiś 1 cm do garnka i smażyłam po kilka sztuk. Smaż do zrumienienia z obu stron. Usmażone połóż na ręczniku papierowym, aby odsączyć z nadmiaru tłuszczu. Smacznego!

 

 

Wielka Księga Kuchni Polskiej – recenzja

 

Olbrzymia skarbnica wiedzy. Tak w skrócie mogę opisać tę książkę kulinarną. Zawiera kilkadziesiąt (lub więcej) bardzo zróżnicowanych przepisów podzielonych na kilka działów, m.in. dania z grzybów, zupy, ciasta i desery, napoje. Do każdego działu i do całej książki autorzy dodali wstęp, który przybliża czytelnikowi dany temat. Na początku znajdziemy też standardowy przelicznik miar i kaloryczność niektórych składników potraw. Ponadto przeczytać można sporo wskazówek i ciekawostek kulinarnych, zarówno na samym początku, jak i pomiędzy przepisami. Większość z tych, które do tej pory przeczytałam, była napisana staropolskim, czasem niezrozumiałym dla mnie językiem.

Dość zwięzłe przepisy

 

Przepisy opisane są dość lakonicznie. Krótko, na temat i nie zawsze ze zdjęciem gotowej potrawy. Jednak tak szybki opis wystarczy, by samemu odtworzyć przepis. Fajne jest to, że pod każdym przepisem znajdziemy informację, ile w przybliżeniu potrzeba czasu na przygotowanie potrawy, na ile starczy porcji, czy można ją mrozić (oczywiście, jeśli przyrządzamy ze świeżych, a nie z rozmrożonych składników), jaka jest jej kaloryczność (niska, normalna, wysoka) oraz stopień trudności i koszt dania (tania, przeciętna lub droga).

 

 

Piękne ilustrowana, ale…

 

Wracając do zdjęć. Jest ich bardzo dużo i wspaniale prezentują dania. Jednak nie do każdego przepisu jest dodane zdjęcie gotowej potrawy. Trochę szkoda, bo nie do końca wiem, czego oczekiwać. Bardziej przykuło moją uwagę jednak coś innego. Na niektórych stronach można znaleźć zdjęcie potrawy, która ni z gruszki ni z pietruszki nie pasuje do żadnego przepisu. Dokładnie sprawdzałam. Przykład: Peklowany udziec wieprzowy, a obok zdjęcie upieczonych golonek. Z kością. A w przepisie „2 1/2 kg tylnej szynki wieprzowej bez kości, ze skórą”. Inny przykład, również na zdjęciach: Kurczak nadziewany kaszą jęczmienną. Obok zdjęcie zrazów, najpewniej wołowych, sądząc po kolorze, podanych obok kaszy, ale wydaje mi się, że to gryczana. Uważam, że jak już w książce jest zdjęcie, to powinno dokładnie pasować do przepisu, obok którego się znajduje. Po to są zdjęcia w książkach kulinarnych. Dlatego książka nie dostanie ode mnie 10 punktów, tylko 8.

 

 

Ciekawe przepisy już są na liście oczekujących do sprawdzenia

 

Jest jeszcze kilka przepisów, które zamierzam wykorzystać. Gdy robiłam kotleciki, zrobiłam też sos na bazie przepisu na sos szczypiorkowy. Z braku szczypiorku dodałam koperek i pominęłam żółtko, za to dodałam kukurydzę konserwową, więc wyszedł rzadszy. Ale poza tym pyszny. W ostatnią sobotę zabrałam się za kartacze. I tutaj wyszło, że czasem opis przepisu jest za mało precyzyjny. Bo ile to jest 3 ziemniaki? Ziemniak ziemniakowi nierówny… Ciasto na szare kluski mi wyszło, ale sądzę, że za mało ugotowałam ziemniaków, więc efekt nie do końca był udany. Jednak smaczny. 🙂

Jak zapoznam się z resztą książki lub wczytam dokładniej tam, gdzie na szybko tylko przejrzałam, na pewno będę mieć więcej pomysłów na obiady i inne dania. Jednym z pierwszych przepisów, które chcę wykorzystać, są pomysły na domowe wędliny, szczególnie gotowany schab i konserwę słoikową. Przy czym schab zamierzam zastąpić filetem z kurczaka lub indyka, aby i mąż miał co jeść. Już nie mogę się doczekać, mniam. 🙂 Najciekawsze przepisy na pewno trafią na bloga.

 

Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo:
Moja ocena: 8/10
Cena książki: 59,95 zł

www.facebook.com/wydawnictwodragon/

Wpis sponsorowany stworzony dzięki współpracy z

 

Jestem Ania, nieidealna matka, kucharka samouk oraz roztargniona blogerka.
Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami kulinarnymi i rodzicielskimi. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Bloguję, by pokazać innym, na czym to polega. Bloguję, bo to moja pasja.

Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo.
Bez Ciebie, Czytelniku, mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś.
Miłego dnia!

Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!