Szybki mus czekoladowy bez jajek

Apetyt na szybki mus czekoladowy chodził za mną już długo, ale dopiero we wtorek się za niego zabrałam. I musiałam się mocno powstrzymywać, by nie zjeść wszystkiego od razu. Rozdzieliłam do 4 szklanek takie małe porcje, w końcu to kaloryczny deser. Jednak śmiało można zrobić z tego 2-3 porcje, dodając do każdej nieco więcej owoców. Mus jest mega prosty, prościej naprawdę się już nie da. Do tego tak intensywnie czekoladowy i delikatny w smaku… Mniam! Planuję wersję czekoladowo-kawową, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie. 🙂 Nie robiłam z kolei nigdy wersji z jajkami i na razie nie planuję. Jest przy tym więcej zachodu, chociaż domyślam się, że i smak lepszy, jednak małym dzieciom nie powinno się podawać niczego na surowym jajku. A Zuzi mus bardzo smakował. Pomagała mi nawet szykować miejsce do zdjęć, po drodze wyjadając co nieco owoców. Tak więc za mus czekoladowy na jajkach zabiorę się dopiero za jakiś czas. 🙂 Świeżo przygotowany mus jest miękki, bardzo delikatny. Długo schładzany jest zaś twardawy i sprawdzi się jako krem do lekkiego tortu. Co do smaku: można gorzką czekoladę zastąpić w części lub w całości mleczną, jednak zrezygnuj wtedy z dodatku cukru.

 

Składniki:

 

  • 100 g gorzkiej czekolady – min. 60% kakao (u mnie 74%)
  • 2-3 łyżeczki cukru pudru
  • 200 ml śmietanki 30%
  • świeże maliny i borówki do dekoracji

 

Przygotowanie:

  1. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej. Zdejmij z palnika, zostaw do lekkiego przestudzenia.
  2. Owoce opłucz pod bieżącą wodą i zostaw na talerzyku na listku ręcznika papierowego do osuszenia.
  3. Śmietankę ubij na sztywno. Pod koniec wsyp cukier puder, dalej miksuj.
  4. Przestudzoną czekoladę wlej strumykiem do śmietanki (jeśli masz możliwość pomocy lub używasz do miksowania stojącego miksera) lub partiami, miksując po każdej porcji, jak ja. Miksuj kilka chwil, aż uzyskasz jednolitą masę.
  5. Przełóż do szklanek lub małych salaterek. Na górze ułóż ładnie maliny i borówki. Podawaj od razu lub po schłodzeniu.

 

Piecz - tak od podstaw

Jestem Ania, mocno nieidealna matka, kucharka amatorka i samouk oraz roztargniona blogerka. Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami. Bloguję, bo to moja pasja. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo. Bez Ciebie, Czytelniku. mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś. Miłego dnia!
Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!