Rozwój dziecka w 17. miesiącu (1 rok i 5 miesięcy)

rozwój dziecka w 17. miesiącu

Marzec 2016

To już 17. miesiąc życia małego dziecka. Kolejne zmiany, coraz większa samodzielność. Intensywnie rozwija się mała i duża motoryka, staje się coraz bardziej ruchliwe i doskonali się jego koordynacja wzrokowo-słuchowa. A przy tym jest małym buntownikiem. Co to oznacza w praktyce?

Jestem Zuzia – jestem samodzielna i niezależna

Tak, w tym wieku dziecko wie już, że jest odrębną istotą, która może wpływać na świat wokół siebie. Nie trzyma się już kurczowo maminej spódnicy, wręcz woli być we wszystkim samodzielnym. Zuzia wie, gdzie jest mleko, więc biegnie do lodówki, gdy zbliża się pora mleka przed drzemką. Lubi bawić się sama, ale jednocześnie domaga się, by jej towarzyszyć, patrzeć i podziwiać, co robi. Na spacerze nieraz obiera własne ścieżki i protestuje, gdy je zmieniamy. Nauczyła się już chodzić za rączkę, więc trochę łatwiej przebiega zarówno szybkie wyjście do sklepu, jak i dłuższy spacer. Z wózka prawie zrezygnowaliśmy, bo wie, że wyjście na spacer oznacza, że i ona będzie chodzić. Dla rodzica to lepiej, o ile nauczy dziecko trzymania się razem. Póki co skończyło się uciekanie przed nami, no może czasem Zuzi coś odwidzi i zaczyna iść sama z powrotem i za nic nie słucha, by wrócić.

Bunt dwulatka?

Tak naprawdę nie wiem, kiedy ten bunt powinien się zacząć i jak dokładnie ma wyglądać. Wciąż czytam na ten temat w wolnej chwili. Wiem jednak jedno: powoli się zaczyna. Od jakiegoś czasu, mniej jak dwa tygodnie, Zuzia zaczęła mieć dziwne ataki furii. Jakkolwiek mocne reagowanie złością w pewnych sytuacjach towarzyszą jej już kilka miesięcy, tak te są całkiem inne. Potrafi fajnie się bawić, czy to z nami, czy sama i nagle zaczyna się rzucać, szczególnie nogami, wywija się na łóżku czy podłodze, piszczy i krzyczy z taką jakąś irytacją. I… nie wiadomo w zasadzie, dlaczego. Parę minut i jej mija, niekiedy trzeba odwrócić jej uwagę lub przytulić. Czasem zezłości się tak, bo koc zsunął się z nóżek, bo coś spadło, ba!, bo rzuciła i nie wróciło samo, innym razem naprawdę nie umiemy rozgryźć, o co chodzi. A zdarza się tak coraz częściej, nawet parę razy dziennie. Ale tak właśnie może być u 17 miesięcznego dziecka. I jest to całkiem normalne. Dlaczego tak się dzieje? Junior ma coraz większość świadomość, że może wpływać na otoczenie. Gdy coś nie idzie tak, jak by chciał, denerwuje się i okazuje swoją frustrację. Nie potrafi jeszcze panować nad emocjami. Tutaj muszą wkroczyć rodzice i z miłością i spokojem uczyć dziecko, jak je wyrażać. Są dzieci, które w ataku furii uderzają głową w podłogę czy ściany. Na szczęście nas to nie dotyczy i oby tak zostało. Trzeba więc spróbować pokazać dziecku inny sposób wyrażania złości, żeby nie zrobiło sobie ani innym krzywdy.

Bicie innych

Rzucanie zabawkami, pewnie zna to każdy rodzic. Ja już nieraz upomniałam Zuzię za to, jak traktuje swoje zabawki, przede wszystkim misie i lale. Ostatnio miała w ręce małego misia, zrobiła mu drugą rączką gest papa i rzuciła nim w podłogę. Powiedziałam, że nie można tak postępować z misiem. Wzięła go i delikatnie położyła (hm, raczej lekko wrzuciła z małej odległości) w koszu z zabawkami. Od traktowania zabawek się zaczyna, bo już nieraz uderzyła mnie czy męża. Albo klepie nas po plecach, co jeszcze można przyjąć, dopóki nie zaczyna walić. Albo podejdzie i uderzy w twarz i się śmieje. Nie wiem, skąd u niej takie zachowanie. My się nie bijemy przecież. Na szczęście nie są to częste incydenty, ale naprawdę nie wiem, skąd jej to przychodzi do głowy. Jedyny powód, jaki mogę sobie wyobrazić to to, że testuje, na co sobie może pozwolić. Trzeba więc konsekwentnie mówić, że tak nie wolno, że to boli, że jest nam przykro itd. Myślę, że z czasem jej to minie.

Zasady są ważne

Dziecko 17-miesięczne lubi wciąż rutynę i schemat. Czuje się wtedy bezpiecznie. Dobrze więc, gdy dzień rządzi się określonymi zasadami, np. wieczorna kąpiel, a po niej kaszka, bajka i idziemy spać. Będzie jednak chciało na to wszystko wpływać, np. którymi zabawkami się dziś w kąpieli pobawi, czy jaką zje zupę na obiad. Oczywiście wybór powinien być prosty. Wiadomo, że jeśli zapytam, jaką chce zupę, dziecko mi nie odpowie. Ale jak pokażę dwie miseczki z różnymi zupami, z całą pewnością będzie zachwycona, że może wybrać. Pozwalajmy dziecku decydować w różnych sprawach, szczególnie jego samego dotyczących, ale tylko jeśli to bezpieczne dla dziecka. Ja nie pytam Zuzi, czy mogę już ubrać, bo pewnie chodziłaby i spała na golaska, gdyby to ona decydowała. Dajmy jednak naszym dzieciom znać, że mają głos i wpływ na swoje życie oraz że są ważne w waszej rodzinie. To daje nie tylko poczucie niezależności, ale i pozwala spokojnie i bezpiecznie się rozwijać.

Poczucie humoru

Junior już od wielu miesięcy potrafi się śmiać, nauczył się tego będąc jeszcze niemowlakiem. Teraz jednak rozwija się w nim poczucie humoru. Zuzia od paru tygodni potrafi zacząć się śmiać, widząc, że śmieją się inni, a jeśli im się podoba to, jak się śmieje, robi to dalej i trochę na pokaz. Ale umie też zacząć się śmiać, widząc śmieszną sytuację, np. ktoś upadnie lub gdy sama upadnie, gdy wariuje po mieszkaniu. Podobno działa nawet nazwanie ucha noskiem, nie próbowałam jeszcze. Zuzię rozbraja za to wymienianie się spojrzeniami. Wczoraj bawiłyśmy się tak w czasie kąpieli. Ona spoglądała na mnie swoimi cudownymi oczkami w taki sposób, że sama co chwilę się śmiałam, więc Zuzia też. Gdy ja robiłam słodkie oczy, Zuzia się śmiała. Kiedyś patrzyła z byka, w sumie nie wiemy czemu, teraz już rzadko. Jak dziś na nią tak popatrzyłam, też się śmiała. I nie pozostała mi dłużna.

Rozwój mowy

Zuzia niewiele mówi, o słowie mama już zapomniała. Rządzi tata. Nauczyła się kiwać głową, co ma znaczyć tak, którego na razie nie chce mówić. Potrafi też powiedzieć: tata, siuu, am, niam, to, dodo, nio, buci, didi i inne swoje słowa, których znaczenia nie znamy. Niestety tyle. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy i tak jest lepiej, bo wcześniej tylko buczała i mruczała, teraz gada sobie po swojemu. Ale i tak woli buczeć lub jęczeć, domagając się czegoś. Rozumie bardzo dużo, jednak opornie otwiera buzię. Fizycznie idzie jak burza, a z mową to uparcie nie chce się rozwijać. Nie jest źle, bo w jej wieku teoretycznie powinna używać kilka słów dwusylabowych i kilkanaście dźwiękonaśladowczych. Mieści się w normie. Czasem jednak zazdroszczę, gdy słyszę o chłopczyku, który ma niecałe dwa tygodnie mniej, a już mówi „dziadzia” i „tata oć” (chodź). Ale wiem, że wkrótce nadejdzie bum w rozwoju mowy, bo dziecko półtora roczne zaczyna mówić coraz szybciej i lepiej. Wszystko dlatego, że była skupiona na chodzeniu i doskonaleniu swych umiejętności ruchowych. Więcej o rozwoju w tym okresie przeczytaj tutaj.

Inne osiągnięcia

Zuzia często i chętnie dzieli się jedzeniem ze swoimi misiami i lalkami. Karmi je, tuli, nawet próbuje myć im zęby czy buzię mokrym bawełnianym wacikiem. Jej wyobraźnia wciąż się rozwija i naprawdę żałuję, że nie wiem, co ona czasem myśli. Wiem, że może mieć już koszmary nocne. Zdarzyło jej się parę razy obudzić z płaczem, a nic jej nie dolegało. Pewnie coś jej się śniło. A jeszcze nie rozróżnia jawy od snu. Doskonali też sztukę obserwacji. Boi się przejeżdżających blisko samochodów, a te co, jadą dalej, chętnie obserwuje. Uwielbia też patrzeć na latające ptaki, a często na naszym osiedlu latają kruki, mewy i przede wszystkim gołębie. Jest nimi zachwycona.

Wejdę wszędzie

Narożnik, łóżko, kanapa, a nawet pufa nie stanowi już dla dziecka problemu. Na wyższe krzesło niestety samo nie wejdzie. Zuzia głośno się dopomina, by posadzić ją na krześle. Wchodzenie na narożnik już opanowała. No chyba, że jest rozłożona kołdra, wtedy poziom jest wyższy i nie zawsze się uda. Schodzenie ma w małym palcu już od paru miesięcy, jednak każde dziecko jest inne. Te, które dotąd nie chodziły, powinny już stawiać pierwsze kroki i z całą pewnością bardzo szybko nadrobią straty.

Zabawa w chowanego

Od niedawna Zuzia odkryła, że może schować się w szafie narożnej w swoim pokoju. Siada na dole, przymyka drzwi i tylko stópki wystają. Jeśli nikt szybko jej nie znajdzie, bo na przykład robiąc coś w kuchni nawet nie wiedziałam, że się schowała, wybiega z szafy i krzyczy na mnie. Po swojemu oczywiście. Ciągnie mnie do pokoju i z powrotem się chowa. Gdy ją znajduję, cieszy się niesamowicie. Pokazałam jej, jak schować się całkiem i już też jej wychodzi. Siada w szafie bokiem, nóżki podciąga i z moją pomocą zamyka szafę. I o dziwo nie boi się tej ciemności. No, może czasem.

Dopasowanie kształtu

Sorter jest teraz bardzo przydatną zabawką. Dziecko powinno już umieć dopasowywać klocek do otworu, aby wrzucić go do środka. My nie mamy sortera, ale kupiłam jej ostatnio klocki. Na zdjęciu obok widać pudełko po pieluszkach, które służy jej jak sorter. Wrzuca tam właśnie klocki. Są różnej wielkości okienka, więc uczy się dopasowania kształtów.

Wchodzenie i schodzenie po schodach

Dokładnie dwa tygodnie temu w sobotę po południu wracaliśmy z zakupów razem z mężem i Zuzią. Trochę obładowani, a Zuzia trzymała małą piłkę, którą przywłaszczyła sobie w sklepie i kupiliśmy jej, żeby sobie już nie robić kłopotów. Za piłkami to ona jest chora. Pewnie bym nawet nie uległa, ale i tak chciałam jej coś kupić, więc pomyślałam, niech ma i nawet nie próbowałam prosić, by oddała na miejsce. W każdym razie wchodząc do klatki miała tę piłeczkę. Już od jakiegoś czasu wchodziła po schodach, trzymając się naszych rąk lub coraz częściej jedną ręką trzymała mamę, drugą podciągała się na balustradzie. Tym razem miała jedną rękę zajętą piłką. Drugą zaczęła się więc łapać balustrady i sama wchodzić na parter! Byłam w głębokim szoku. Weszła samodzielnie tych kilka czy paręnaście schodków (nigdy ich nie liczyłam), asekurowałam ją od tyłu. Od tamtej pory raz lub dwa razy to powtórzyła, czasem zaczynała tak wchodzić, ale nagle zmieniała zdanie i domagała się na ręce. Nawet nie sądziłam, że będzie potrafiła sama wchodzić. Przecież ma dopiero 17 miesięcy! Jednak fizycznie jest bardzo rozwinięta i chyba już nic mnie nie zaskoczy. Nawet to, że czasem chodzi na palcach. Tak, już kilka razy ją na tym złapałam. A potem mi demonstrowała, jak ona to potrafi, zadowolona z siebie.
Dzieci jednak w tym wieku jak najbardziej mogą już umieć wchodzić samodzielnie na niższe schody i próbować z nich zejść. Najlepiej, by zachęcać do naprzemiennego stawiania stópek, bo wpływa to na rozwój mózgu. Nasza Zuzia czasem schodzi w ten sposób, ale w wchodzi już raczej podciągając drugą nogę za pierwszą.

Mała kobitka, a jaka silna

Tak, dziecko w tym wieku ma sporo siły. Zuzia podnosi nawet paczkę pieluszek, która jest i duża, i dość ciężka jak dla niej. Pomaga nam w rozpakowywaniu zakupów, więc nieraz przenosi nawet nieco cięższe produkty, np. mleko czy mąkę. Ma z tego mnóstwo frajdy. Próbowała nawet podnieść zgrzewkę wody, ale na szczęście ją uprzedziliśmy.

Sprawność manualna

Paluszki u juniora w 17. miesiącu są coraz sprawniejsze. Dziecko wciąż lubi rysować. Kreśli mało sensowne kształty, lubi jak rodzic coś rysuje, a ona potem to poprzekreśla. I niestety nie rozumie, że nie wszędzie wolno rysować. Ostatnio popisała okładkę nowej książki, bo byłam w łazience, a książki nie schowałam. Co prawda zostawiłam Zuzię z kartkami papieru, ale jak widać, okładka była ciekawsza. Dzieci w tym wieku dopiero zaczynają uczyć się jednostronności, wciąż sprawdzają, którą ręką będzie im łatwiej wykonywać różne rzeczy. Ja już widzę, że Zuzia będzie praworęczna. Rysuje i je prawą ręką. Je też jeszcze czasem lewą, ale w gruncie rzeczy już preferuje prawą. Czasem testuje swoje możliwości.

Schylanie się i podnoszenie małych i większych zabawek dla Zuzi nie jest żadnym problemem. Dzieci w tym wieku zazwyczaj sobie świetnie z tym radzą, stając się coraz bardziej samodzielne i niezależne. I lubią to robić, bo lubią się wykazywać. Chętnie więc pomagają w domowych obowiązkach, np. przy ścieraniu kurzy, chowaniu czystych naczyń, przenoszeniu innych przedmiotów czy nawet w sprzątaniu swoich zabawek. Zuzia wie już, jak dać książeczki na półeczkę, która jest na jej wysokości (widać na zdjęciu u góry po lewej). Ne zawsze jej to wyjdzie, ale stara się poukładać książeczki, gdy ją o to proszę. Jeśli akurat chce, bo jak czegoś nie chce, to nie zrobi i już.

Jestem Ania, nieidealna matka, kucharka samouk oraz roztargniona blogerka. Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami kulinarnymi i rodzicielskimi. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Bloguję, by pokazać innym, na czym to polega. Bloguję, bo to moja pasja. Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo. Bez Ciebie, Czytelniku, mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś. Miłego dnia!
Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!