Mój 18. miesiąc życia – ja tu rządzę!

Kwiecień 2016

 

Mam już półtorej roku! 

W ostatnim czasie nauczyłam się tylu nowych umiejętności i sztuczek, że rodzice patrzą z niedowierzaniem, między innymi:
  • uwielbiam popisywać się przed rodzicami i przed lustrem w szafie, krzyczę i kręcę się wokół własnej osi, skaczę, piszczę, a jeśli ktoś nie będzie mnie podziwiał, szybko przypomnę mu, że trwa moje przedstawienie i nic innego się nie liczy
  • umiem chodzić na palcach
  • umiem uklęknąć, a nawet przemieszczać się na klęczkach, fajna sprawa!
  • umiem pić samodzielnie z kubka, nawet większe ilości i to nawet trzymając za ucho!, choć jeszcze zdarza mi się coś wylać lub się zakrztusić
  • chowam się już nie tylko w swojej szafie, bo to za proste, ostatnio wchodzę do szafy rodziców na półkę i zasuwam drzwi za sobą, już parę razy mnie szukali 🙂
  • nie używam już smoczka, nie jest mi potrzebny i nie tęsknię za nim, ba, zapomniałam, że go miałam
  • umiem kopać piłkę
  • zaczęłam się uczyć wspinać na drabince, ale ekstra!
  • chodzę do tyłu i coraz lepiej biegam
  • umiem wydmuchać nosek, oczywiście z pomocą mamy, sama zaczęłam ją w tym naśladować jakiś czas temu i już nieraz sama próbowałam wytrzeć nosek. Najczęściej kończyło się brudną buzią, ale co tam 😉
  • coraz chętniej mówię, ale dalej wolę buczeć i marudzić, nie zawsze, gdy mówię „nie”, oznacza to „nie” (w zasadzie to rzadko)
  • umiem rozpiąć pampersa i droczę się z mamą, gdy mi go przebiera
  • uwielbiam grzebać sobie w pępku, na przekór rodzicom, którzy mówią, że to boli
  • uwielbiam łaskotki na brzuszku
  • lubię się huśtać, najlepiej na zmianę na różnych huśtawkach.

 

Komentarz mamy:

 

Aż trudno mi uwierzyć, że moja malutka Zuzia, skończyła już półtorej roku i w ogóle nie przypomina tego nieporadnego maleństwa z pierwszych dni swojego życia. Teraz jest buntowniczką, próbuje układać wszystko po swojemu, nie lubi, gdy mówimy nie, bez względu na to, jakie jest nasze wyjaśnienie. Ma być tak, jak ona chce. Czasem idzie na kompromis i ja też. Bez tego byłoby ciężko. Rodzice jeszcze mają problem w tym czasie, bo nie do końca dociera do nich, że ich małe, ale jednak duże już dziecko, potrafi samodzielnie myśleć i może mieć własne zdanie. My powinniśmy je uszanować, a jednocześnie wskazywać, które pomysły są dobre, a które nie i wyjaśniać spokojnie, dlaczego nie. I pozwolić wyszaleć się ruchowo na dworze.

 

Ruch to zdrowie, a małemu dziecku jest bardzo potrzebny. Półtoraroczniak ma mnóstwo energii, którą musi jakoś spożytkować. Ruch na świeżym powietrzu jest najlepszy. Hartuje, wzmacnia odporność, wzmaga apetyt i daje mnóstwo powodów do radości. O ile nie skończy się zachciankami na dworze, przez które musicie wracać z krzykiem. Nieraz to przerabialiśmy. Teraz zaczyna się pełną parą bunt dwulatka. Trzeba być jednak konsekwentnym i uczyć, że jak się na coś umówiliście z dzieckiem, to tego dotrzymujecie. Przykładowo wczoraj Zuzia koniecznie chciała wziąć lalę w wózeczku, więc jej pozwoliłam, ale zaznaczyłam, że ona będzie prowadzić wózek. Na dworze bywało różnie. Za każdym razem przypominałam jej, co w domu ustaliłyśmy i że dla niej zmieniłam plany, bo zamiast zakupów buszowałyśmy na trzech placach zabaw. W końcu zakupy można czasem przełożyć. Wspólnej zabawy, gdy dopisuje pogoda i nastrój – już nie.
Jestem Ania, mocno nieidealna matka, kucharka amatorka i samouk oraz roztargniona blogerka. Bloguję, bo kocham dzielić się swoimi przepisami i poradami. Bloguję, bo to moja pasja. Bloguję, by odetchnąć od domowych obowiązków i rozwijać siebie. Cały czas się uczę i w kuchni, i w blogosferze. Mam nieskromne plany zajmować się blogowaniem całe lata i to zawodowo. Bez Ciebie, Czytelniku. mi się nie uda. Dziękuję więc, że ze mną jesteś. Miłego dnia!
Spodobał Ci się wpis? Podaj dalej!